Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach
  • Alleluja, Chrystus Zmartwychwstał

    Alleluja, Chrystus Zmartwychwstał

  • Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

    Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

Pożegnanie partyzanta „Edka”

W naszej parafii z wojskowymi honorami pochowano szczątki 18-letniego partyzanta NSZ Edwarda Biesoka. - Chcemy się modlić za duszę naszego parafianina. I przywrócić mu dobre imię - mówił nad trumną proboszcz, ks. prał. Paweł Grządziel.
Pogrzeb był uroczysty: z wojskową kompanią honorową, potrójną salwą na cmentarzu, sztandarami i wieloma przedstawicielami władz, urzędów i instytucji. Odbył się w ramach realizacji projektu "Powinniśmy wracać po swoich". Poprzedziła go przeprowadzona 18 listopada na Błatniej ekshumacja, podczas której wydobyto szczątki "Edka"z leśnego grobu.
Oprawa właściwa pochówkom ludzi zasłużonych mogła zastanawiać, zwłaszcza jeśli spojrzało się na jedyną zachowaną fotografię zmarłego: patrzącego z powagą nastolatka, który w chwili śmierci nie miał jeszcze 19 lat. Zginął od kuli 13 maja 1946 r. na Błatniej w Beskidzie Śląskim.
Był żołnierzem liczącego około 300 partyzantów Zgrupowania VII Śląskiego Okręgu NSZ, którym dowodził kpt. Henryk Flame "Bartek". Kilka miesięcy po śmierci "Edka" po prowokacji przeprowadzonej przez agentów UB ponad stu partyzantów pod pozorem fikcyjnego przerzutu na Zachód wywieziono na Opolszczyznę i wymordowano. Była to jedna z największych zbrodni wymierzonych przeciwko antykomunistycznemu podziemiu na południu Polski.

Krzyż wycięty scyzorykiem
Urodzony w 1927 roku w Mazańcowicach koło Bielska, Edek Biesok w czasie okupacji hitlerowskiej został wywieziony na roboty do Niemiec. Stamtąd uciekł i ukrywał się w rodzinnych stronach. Tu dołączył do partyzantów NSZ.
Po zakończeniu wojny w 1945 r. rozpoczął naukę w bielskiej szkole, ale w związku z podejrzeniami o związki z konspiracją antykomunistyczną został zmuszony do ponownego ukrycia się w lesie.
Dołączył do partyzantów zgrupowania dowodzonego przez "Bartka". Zorganizował grupę partyzantów pochodzących głównie z jego rodzinnych Mazańcowic, a także sąsiedniego  Międzyrzecza i Zabrzega. Wraz z nimi uczestniczył w pamiętnej defiladzie zgrupowania w opanowanej przez partyzantów Wiśle 3 maja 1946 r. Dziesięć dni później poległ na Błatniej.
- Trwa wciąż jeszcze ustalanie szczegółów tego, jak zginął "Edek". Wiadomo, że uczestniczył w starciu z milicjantami, z których utworzono specjalny pluton udający partyzantów. Podszywając się pod oddział partyzancki sprawdzali, kto z ludności jest skłonny pomagać "wrogom władzy ludowej", a poza tym brutalnymi akcjami wobec cywilów mieli wywoływać niechęć ludzi do partyzantów. "Edek" brał udział w starciu z tą grupą i dowodził. W jednym z domów na Błatniej partyzanci wzięli do niewoli część milicyjnego oddziału i prowadzili do drugiego, zajętego przez milicjantów. Na wezwanie "Edka", by reszta się poddała, jeden z milicjantów strzelił do niego i wywiązała się strzelanina - tłumaczy Bogdan Ścibut, koordynator projektu projektu "Powinniśmy wracać po swoich", historyk.
Zginęło wtedy ośmiu milicjantów, a dwóch zostało rannych. Partyzanci, mniej liczni i znacznie słabiej przygotowani do walki, stracili tylko jednego żołnierza - "Edka".
Na rozkaz "Bartka" wrócili po kilku dniach i pochowali ciało "Edka" w lesie, w pobliżu potężnego buka, oznaczając miejsce wyciętym na pniu krzyżem i inicjałami.
- W tej akcji zderzyły się symbolicznie dwie Polski. Tę tradycyjną, prawicową i katolicką reprezentował "Edek", syn tercjarza z bielskiego kościoła św. Mikołaja, nazywanego przed wojną "Jezuskiem", który w duchu wierności Bogu i ojczyźnie wychowywał dzieci. Drugą stronę reprezentował dowodzący milicjantami Tadeusz Pietrzak, związany z PPR i Gwardią Ludową, który po tej akcji awansował, został komendantem wojewódzkim w Poznaniu, a potem zrobił karierę w Warszawie, a dziś jako generał-emeryt spokojnie odpoczywa. Znaczna część jego podwładnych z akcji na Błatniej do przedwojenni komuniści, którzy wrócili do Polski m.in. z Francji. Milicjantom poległym na Błatniej ufundowano pomnik. Gdy w roku 1980 doszło do jego dewastacji, śledztwo prowadzone wówczas przez Służbę Bezpieczeństwa w Bielsku-Białej objęło około dwustu osób - mówi Bogdan Ścibut.
Eugeniusz Biesok, młodszy brat poległego 67 lat temu partyzanta, ze łzami w oczach, stojąc nad jego grobem odbierał zdjętą z trumny biało-czerwoną flagę. - Długo trzeba było czekać na tę chwilę, ale wreszcie się to ziściło, choć przez tyle lat nawet nie śmieliśmy o tym marzyć - mówił wzruszony. - Rodzice przeżyli brata wiele lat. Mama zmarła w 1965 roku, a tata w 1972 roku. Ale o Edku nie wspominali nawet w domu, bo to były takie czasy, że każdy się bał cokolwiek powiedzieć. Nigdy nie było wiadomo, kto podsłucha... To był temat tabu. Nareszcie doczekaliśmy się, że można powiedzieć, co się wtedy stało...

Wracają do polskiej historii
- Wraz z dowódcą "Edkiem" przywracamy pamięci potomnych także jego żołnierzy. Po dwóch latach poszukiwań potrafimy nazwać po imieniu każdego z nich - mówił podczas pogrzebu Bogdan Ścibut. - To Jan Bryniak z Wiatrowic koło Nowego Sącza, funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej i wywiadowca NSZ, Erwin Buchcik z Mazańcowic - łącznik, Aniela Chowaniec z Miliardowic - pomocnik grupy, Alojzy Hałas z Mazańcowic - łącznik, Jan Kłaptocz ps. "Jasiek"  z Mazańcowic - zastępca dowódcy, Antoni Kłaptocz z Mazańcowic - łącznik, Franciszek Kołoczek ps. "Gołąb" z Zabrzega - żołnierz, Franciszek Konior z Lipowej - funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego - wywiadowca NSZ, Józef Kupiec ps. "Wesoły" z Mazańcowic - żołnierz, Alfons Londzin ps. "Bartek", "Świerk"  z Zabrzega - żołnierz, Leopold Siekliński ps. "Poldek" z Międzyrzecza Dolnego - żołnierz, następca "Edka" z wyboru żołnierzy, Krystyna Wizner ps. "Krysia" z Mazańcowic - żołnierz grupy, Epifaniusz Wizner z Mazańcowic - pomocnik grupy, Józef  Wójcicki  ps. "Maciek" z Czechowic, pochodzący z województwa lwowskiego - żołnierz.
W naszym wspólnym imieniu składam podziękowania rodakom naszym z tych okolic, którzy nieśli Wam pomoc: Biernotom, Buchcikom, Czyżom, Danelom, Hemerlakom, Kłaptoczom, Kominkom, Kusiom, Szyndzielorzom, Waloszkom i wszystkim tym, których nazwiska winniśmy jeszcze ustalić.
Dziękuję też rodzinie Adolfa Kisiały, gospodarza z Błatniej, który dał schronienie partyzantom w noc poprzedzającą starcie, w którym zginął Edward Biesok.
Dziękuję bliskim Stanisława Dutki, nauczyciela i wychowawcy Edwarda Biesoka, byłego więźnia niemiecko-austriackiego obozu koncentracyjnego Mautchausen-Gusen, który po śmierci „Edka” zabierał na jego grób dzieci i młodzież z Mazańcowic i pielęgnował to miejsce.

Pogrzeb po 67 latach!
- To druga stacja na tej jego ostatniej drodze. Ta pierwsza miała miejsce w Brennej na stoku Błatniej w Beskidzie Śląskim, podczas ekshumacji, która odbyła się 18 listopada 2013 roku. Niezwykłe jest to, że pogrzeb ma 67 lat po jego śmierci - mówił ks. prał. Grządziel, proboszcz w Mazańcowicach, przypominając, że pogrzeb śp. Edwarda Biesoka odbywa się w jego rodzinnej parafii.
- Tu, w Mazańcowicach, urodził się jako drugi z kolei syn Andrzeja i Zofii, w tym kościele został ochrzczony. Tu chodził do szkoły podstawowej. W czasie okupacji w 1940 roku został wywieziony na roboty do Niemiec. Tu wrócił, a po powrocie związał się z partyzantami "Bartka" - kapitana Henryka Flamego. Tu chcemy modlić się za jego duszę i przywrócić mu honor - mówił ks. prał. Grządziel. -  Bo partyzantów NSZ okrzyknięto bandytami i zdradziecko postąpiono z nimi po ogłoszeniu amnestii.
- Składamy na tym ołtarzu ich zmagania ze złem, ich wieloletnie cierpienie, represje jakich doświadczyli i ich młodzieńczą wiarę w niepodległą, sprawiedliwą i mądrą Ojczyznę - dodał Bogdan Ścibut, inicjator ekshumacji i pogrzebu, przywołując fragment listu ks. Marszałka ps. "Opoka", kapelana partyzantów NSZ, zamordowanego przez komunistyczne władze.

W żałobnym kondukcie
Uczestników uroczystości powitał w kościele Władysław Sanetra, prezes Okręgu Podbeskidzie Związku Żołnierzy NSZ . Wśród przybyłych byli m.in. ks. prał. Władysław Nowobilski, kapelan środowiska Zgrupowania Partyzanckiego „Bartka”, który koncelebrował pogrzebową Eucharystię.
Obecny był także kpt. Stanisław Turski, żołnierz Brygady  Świętokrzyskiej, prezes Okręgu Górnośląskiego ZŻ NSZ, poseł Stanisław Pięta, wicewojewoda śląski Piotr Spyra, mecenas Andrzej Sikora ze Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej z Bielska-Białej, przedstawiciele władz samorządowych, reprezentanci katowickiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej: Irena Wojciechowska i Artur Kasprzykowski.
Wojskową asystę honorową pod dowództwem podporucznika Rafała Musialika pełnili żołnierze 3 kompanii szturmowej 18. bielskiego batalionu powietrznodesantowego. Wartę przy trumnie pełnili też członkowie Grupy Rekonstrukcji Historycznej NSZ "Rodzynki", którzy nad trumną "Edka" odmówili modlitwę żołnierza NSZ.
Z pocztami sztandarowymi przybyli reprezentanci Związku Podhalan na Żywiecczyźnie z prezesem Władysławem Motyką, delegaci „Solidarności” Podbeskidzia, Związku Strzeleckiego „Strzelec”, Ochotniczej Straży Pożarnej w Mazańcowicach.
- Jesteśmy tu, by oddać hołd bohaterowi, a także zwrócić uwagę na to, że większość z poległych i pomordowanych żołnierzy NSZ jeszcze się godnego pochówku nie doczekała - mówił Władysław Motyka z Milówki, który przyjechał z reprezentacją Związku Podhalan.
- Ten pogrzeb dopiero otwiera obszerną listę. Przed nami pochówek partyzanta do tej pory spoczywającego w lesie na Karkoszczonce, a także 8 pogrzebanych gdzieś w sąsiedztwie bielskiego szpitala pediatrycznego i tej ponad setki wywiezionych i zamordowanych na Opolszczyźnie, których grobów wciąż nie odnaleziono - przyznaje Bogdan Ścibut.

Zginął za wolną Polskę
Władysław Dziech ps. "Muszka" jest rówieśnikiem "Edka" i ostatnim żyjącym żołnierzem grupy NSZ pod dowództwem Eugeniusza Biesoka. Za przynależność do NSZ jako więźnia politycznego w PRL skazano go w 1946 r. na dożywocie. Obecnie mieszka w Wałbrzychu. Do uczestników pogrzebu dowódcy napisał list:
- Pełen smutku i żalu piszę te słowa, nie mając możliwości, z uwagi na wiek i chorobę, by być dzisiaj razem z Wami, by wziąć udział w pożegnaniu swojego dowódcy plutonowego "Edka". Jako żołnierz NSZ był odważny i koleżeński. Po defiladzie w Wiśle "Edek" zgłosił się na ochotnika do akcji w Grodźcu, którą obmyślił dowódca "Bartek". W 2013 roku, po 67 latach, „Edek” doczekał się ekshumacji i chrześcijańskiego pogrzebu. Wyrażam głębokie współczucie Eugeniuszowi, bratu „Edka”, jak również wielkie podziękowanie osobom, które od początku do pełnego sukcesu były zaangażowane w sprawę „Edka” i jego oddziału.
Żegnam Cię mój dowódco, pozostając w smutku - Twój żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych Władysław Dziech, pseudonim „Muszka”.
Z kolei kpt. Władysław Foksa ps. "Rodzynek", 93-letni honorowy prezes Okręgu Podbeskidzie Związku Żołnierzy NSZ, były dowódca placówki wywiadowczej NSZ w Żywcu, w liście na pożegnanie "Edka" napisał:
- Ty właśnie byłeś, drogi Edwardzie, jednym z Tych, którzy za dewizę swego życia obrali tę jedynie słuszną drogę: by służyć najwyższemu dobru, jakim jest wolność Ojczyzny. Bowiem w latach 1945-1956 w Polsce nie było wojny domowej i dwóch stron tej wojny. W okresie tym istniała rozpaczliwa samoobrona przed działalnością sowieckiego okupanta, którego celem była eksterminacja polskich patriotów, niegodzących się ze zmianą okupacji hitlerowskiej na stalinowską. Rozpoczęły się bowiem masowe aresztowania żołnierzy AK i NSZ oraz innych działaczy niepodległościowych. Mordowano bez sądów, wywożono do łagrów sowieckich, zapełniano kazamaty bezpieki.
Ty się temu sprzeciwiłeś i wraz ze swoim oddziałem, z bronią w ręce postanowiłeś bronić tego, co jest najświętsze: wolności Ojczyzny. Zapłaciłeś za to najwyższą cenę, jaką jest życie. Zginąłeś śmiercią bohatera. Czerwoni oprawcy nie pozwolili na chrześcijański pochówek, ani nawet na oznaczenie jego miejsca.
Dopiero po 67 latach, dzięki determinacji zrzeszonych w Związku Żołnierzy NSZ, doczekałeś się powrotu do pamięci - pamięci o tym, kim byłeś, co zrobiłeś dla naszej kochanej Ojczyzny i w końcu tego, że jesteś jako bohater należycie, po chrześcijańsku, z honorami pochowany we właściwym Ci miejscu...Będziesz żył w naszej pamięci jako wzór odwagi i patrioty...

Racja przyznana po latach
Podczas pogrzebu śp. Edwarda Biesoka przywołano fragment uchwały Sejmu RP z 9 listopada 2012 r., podjętej w związku z 70. rocznicą powstania Narodowych Sił Zbrojnych:
„Siedemdziesiąt lat temu, w 1942 r., powstały Narodowe Siły Zbrojne, jedna z trzech największych polskich organizacji wojskowych walczących o wolną i niepodległą Polskę. Narodowe Siły Zbrojne utworzone zostały przez działaczy ruchu narodowego i realizowały program polityczny tego nurtu ideowego, akcentując szczególnie potrzebę walki z okupantem zarówno niemieckim, jak i sowieckim. Historyczną zasługą tej organizacji było wysunięcie przez jej środowisko polityczne postulatu powrotu Polski na Ziemie Zachodnie.
Narodowe Siły Zbrojne, zachowując swoją samodzielność, stały się częścią Sił Zbrojnych w Kraju, podległych legalnym władzom RP na uchodźstwie i wniosły istotny wkład w walkę o niepodległość Rzeczypospolitej. Po zakończeniu II wojny światowej żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, a także członkowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, które przejęło spuściznę NSZ, byli zaciekle zwalczani przez komunistyczne siły bezpieczeństwa. Ostatnie oddziały zbrojne ruchu narodowego wytrwały w walce do przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, czcząc ich pamięć, stwierdza, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie”.
Alina Świeży-Sobel, bielsko.gosc.pl