Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach
  • Wielki Post

    Wielki Post

  • Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

    Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

Z okazji 100-lecia objawień w Fatimie

W tym roku przypada rocznica szczególnie obchodzona przez Kościół Rzymskokatolicki. Dokładnie sto lat temu Maryja ukazała się trójce portugalskich pastuszków, Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie. Przekazała im orędzie, pod którego znakiem upłynęła druga połowa XX wieku. Groźne, ale i niosące nadzieję. Wezwanie Matki Bożej z Fatimy do odmawiania różańca ciągle pozostaje aktualne. W związku z jubileuszem pielgrzymi z Parafii pod wezwaniem Świętej Marii Magdaleny w Mazańcowicach wraz z księdzem proboszczem Piotrem Grochowieckim odwiedzili europejskie ośrodki kultu Maryjnego, by wsłuchać się w przesłanie, którego siła nie słabnie od wieku.


15 września, po wielogodzinnych trudach podróży, dotarliśmy do Lourdes, niegdyś cichej, małej wioski położonej u stóp Pirenejów, dziś sanktuarium odwiedzanego rocznie przez miliony wiernych. To tu w lutym 1858 roku w grocie Massabielle 14-letnia Bernadetta Soubirous ujrzała po raz pierwszy Piękną Panią. Widzenia powtarzały się jeszcze parokrotnie. O boskim charakterze wizji sceptycznie nastawionych przedstawicieli władz kościelnych przekonało miano, jakim Pani sama siebie określiła – Niepokalane Poczęcie. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi został ogłoszony w Watykanie zaledwie cztery lata wcześniej, a nieumiejąca pisać ani czytać prosta dziewczyna z prowincji nie mogła znać, a tym bardziej rozumieć skomplikowanych nauk teologicznych. Stąd dziś na grocie widnieje napis w lokalnym dialekcie: „Que soy era Immaculada Councepciou”, Ja jestem Niepokalane Poczęcie, pieczętujący prawdę ogłoszoną przez papieża Piusa IX. Wyczuwa się w tym miejscu niesamowitą atmosferę pobożności i skupienia. Przy grocie zawsze ktoś trwa w modlitewnym skupieniu, z różańcem w dłoni. Pielgrzymi suną wzdłuż kamiennego masywu, dotykając wilgotnych skał, spod których podczas jednej z wizji wytrysnęło cudowne źródełko. Wielu przybywa do Lourdes, by dokonać w jego wodach rytualnego obmycia, prosząc o zdrowie duszy i ciała. O mnogości doznanych łask świadczą marmurowe płytki z dziękczynnymi inskrypcjami, którymi wyłożone są ściany bazyliki. To szczególne miejsce pielgrzymowania ludzi cierpiących. Plac Różańcowy dniem i nocą przecinają pochody chorych poruszających się o własnych siłach lub na wózkach, wspieranych przez życzliwych i gotowych nieść pomoc wolontariuszy. To sprawdzian: dla jednych wytrwałości, dla drugich miłości bliźniego. Ludzi dobrej woli w Lourdes nie brakuje. Codziennie po zapadnięciu zmroku na placu gromadzą się wierni, by o dziewiątej wyruszyć w procesji ze świecami. Odmawiają różaniec w wielu językach, ale tak naprawdę w jednym, bowiem język wiary jest jeden, uniwersalny. W Lourdes spędziliśmy dwa dni. Odbyliśmy drogę krzyżową po zboczach wzniesienia okalającego sanktuarium, zaczerpnęliśmy wody, by przywieźć ją do naszych domów i ofiarowaliśmy modlitwy.
Pokrzepieni religijnymi przeżyciami wyruszyliśmy wczesnym rankiem 17 września w kierunku głównego miejsca naszego pielgrzymowania – Fatimy. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze dwa istotne ośrodki kultu na Półwyspie Iberyjskim. Zatrzymaliśmy się w Oviedo, gdzie w kaplicy Katedry San Salvador przechowywana jest drogocenna relikwia – chusta, którą okryto twarz Jezusa po zdjęciu z krzyża. Następnie udaliśmy się do Santiago de Compostella położonego w północno-zachodniej Hiszpanii. To tu, w legendarnym miejscu spoczynku Świętego Jakuba, zbiegają się szlaki pielgrzymkowe z całej Europy. Rokrocznie drogę Świętego Jakuba (Camino de Santiago) przemierzają tysiące piechurów. W zależności od obranej trasy pokonują dziesiątki, a nawet setki kilometrów. W deszczu, w upale, z plecakiem i laską w ręku, pieszo lub na rowerze. Poznać ich można po muszlach, które z sobą niosą i których wypatrują podczas wędrówki. Punktem dojścia jest monumentalna katedra w Santiago de Compostella. Wzorem piechurów przeszliśmy przez Portal Chwały i znaleźliśmy się w romańskim wnętrzu, by pomodlić się przy relikwiach Świętego Jakuba i objąć jego figurę. W Hiszpanii bowiem przywiązuje się dużą wagę do możliwości dotknięcia obiektów kultu, do empirycznego doświadczenia ich obecności. Pod kopułą świątyni znajduje się ważny obiekt – jedna z największych na świecie kadzielnic. W każdy piątek po wieczornej mszy świętej używa się jej do symbolicznego okadzenia przybyłych pielgrzymów. Po modlitwie, brodząc w strugach deszczu, skierowaliśmy się w stronę autokaru, by pokonać resztę dzielących nas od Fatimy kilometrów.
Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem i od razu udaliśmy się do wybudowanej z rozmachem Bazyliki Matki Boskiej Różańcowej. Po mszy odprawionej przez naszego proboszcza zostaliśmy przywitani przez lokalnego duszpasterza. Uwrażliwił nas, byśmy nie zapominali o orędziu Maryjnym dotyczącym nabożeństwa pierwszych sobót miesiąca oraz przypomniał o obietnicy łask dla wytrwale odmawiających różaniec. Trzy dni spędzone w Fatimie upłynęły nam pod znakiem indywidualnej modlitwy i zapoznawania się z historią objawień. Podążaliśmy szlakiem pastuszków, odwiedziliśmy miejsca, gdzie mieszkali, gdzie ukazał im się Anioł, przygotowując ich na spotkanie z Piękną Panią. W miejscu objawień właściwych stoi surowa kaplica, a punktem centralnym jest szklana gablota z figurą Matki Boskiej Fatimskiej. W jej koronie umieszczony jest pocisk, który ugodził Jana Pawła II podczas zamachu na placu Świętego Piotra w 1981 roku. Papież wierzył, że ocalenie zawdzięczał właśnie Maryi, co wyraził w słowach: „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę”. W obliczu tych historycznych wydarzeń wsłuchaliśmy się w treść objawień, nazywanych tajemnicami fatimskimi. Pierwsza dotyczyła wizji piekła, druga wojen i kataklizmów, których doświadczy ludzkość, jeśli nie przestanie grzeszyć. Ocaleniem miała być modlitwa różańcowa oraz zawierzenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Trzecia, najbardziej mglista i niejednoznaczna, mówiła o cierpieniach, jakich doznać ma Ojciec Święty. Jan Paweł II widział w swojej osobie spełnienie tej zapowiedzi. Trudno było nie odnieść wrażenia, że o ile w Lourdes szuka się pocieszenia, ukojenia w bólu, o tyle w Fatimie słyszy się wezwanie do modlitwy i wyrzeczeń ofiarowanych za grzeszników. To jakby dwa uzupełniające się przesłania. Z jednej strony pokuta, z drugiej Boże pocieszenie. Dwa dopełniające się oblicza Maryi: napominającej i wynagradzającej. Dwa drogowskazy na kolejne stulecie.
Z tymi myślami zostawiliśmy za sobą Fatimę, by powoli zmierzać w stronę Mazańcowic. W drodze powrotnej, wieloetapowej, rozłożonej na kilka dni, odwiedziliśmy jeszcze dwa istotne ośrodki kultu Maryjnego. W Saragossie wstąpiliśmy do imponującej rozmiarami barokowej bazyliki Matki Bożej na Kolumnie. Jej nazwa pochodzi od znajdującej się w świątyni kolumny, na której według tradycji w I wieku Maryja ukazała się apostołowi Jakubowi. Miejsce uważane jest przez to symbolicznie za pierwszą świątynię Maryjną. Drugim przystankiem był klasztor benedyktynów zlokalizowany na masywie górskim Montserrat. Dotarcie tam wąską, pełną zakrętów, biegnącą wzdłuż urwiska drogą stanowiło nie lada wyzwanie. Nasze obawy wynagrodziły jednak zapierające dech w piersiach widoki na rozciągający się u podnóża wzniesienia płaskowyż – Mesetę Iberyjską. Na skałach wybudowano sanktuarium Czarnej Madonny z Montserrat, patronki Katalonii. W kaplicy przylegającej do platformy, na której umieszczona jest figura Maryi nazywanej przez Katalończyków Morenetą (Czarnulką), została odprawiona msza, którą celebrował nasz ksiądz proboszcz. Następnie ustawiliśmy się w długiej kolejce, by stanąć przed obliczem Czarnej Madonny. Jazda powrotna w kierunku Barcelony dostarczyła nam nie mniej wrażeń. To był ostatni punkt naszego pielgrzymowania. Droga powrotna do domu rozłożona na trzy dni upłynęła na wspólnych modlitwach i śpiewach w autokarze. Zdarzyło się też kilka dłuższych postojów, podczas których mogliśmy odetchnąć od trudów pielgrzymowania i nacieszyć oko imponującymi obrazami Morza Śródziemnego i malowniczych miejscowości zlokalizowanych na wybrzeżu. Do Mazańcowic dotarliśmy bezpiecznie w poniedziałek 25 września. Pielgrzymkę zakończyliśmy mszą świętą dziękczynną za szczęśliwy powrót.