• Wielki Post

    Wielki Post

  • Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

    Pierwszy Orszak Trzech Króli w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

Budowa kościoła

Opierając się na ustnych świadectwach kilkunastu naszych mieszkańców, będących synami i córkami ekipy budującej kościół, można odtwarzać dalsze koleje prac. Podobno kiedy w pożarze spłonęła papiernia u Niemczyka, ten zwrócił się o wypożyczenia zbieranych pieniędzy na budowę kościoła, tak by mógł odbudować spaloną wytwórnię i rozpocząć produkcję krzeseł. Parafia pieniądze wypożyczyła, ale pod warunkiem ich zwrotu z chwilą rozpoczęcia budowy kościoła. Stołkownia zaś dawał pracę pewnej liczbie mieszkańców, co miało też swoje znaczenie. Ponieważ pożyczkobiorca miał trudności ze zwrotem całej gotówki, miał za to zaproponować parcelę pod budowę, kościoła naprzeciw cmentarza, po drugiej stronie rzeki. Komitetowi budowy ta propozycja wydała się korzystna, więc ją przyjęto.
Mając parcelę, można już było przystąpić do gromadzenia potrzebnych materiałów. Koło Dębiny, powyżej obecnego budynku Władysława Homy, zbudowano piec dla wypału cegły. Ten wypał nie bardzo się udał, więc brakującą cegłę musiano dokupić. Dnia 2 lutego 1897 r. Komitet powiadomił Generalny Wikariat, że koszt budowy naszego kościoła wyniesie 73 tys. koron. Komitet może na całą budowę dysponować jedynie sumą 33 tys. zł koron, więc do całości, jeśli nie dojdą jakieś nieprzewidziane koszty, brakuje co najmniej 20 tysięcy koron. Ks. prałat Hudziec przebadał całą sprawę, a że nie znajdował żadnych uchybień, meldował o wszystkim swemu zwierzchnikowi, kard. Koppowi, który zareagował pozytywnie i Komitet w tym samym roku 1 września mógł przesłać kardynałowi list dziękczynny za przesłane 4 tysięcy koron na budowę. Z Rudawki z Międzyrzecza, z firmy „Zielozko i Polok Kamieniołomy” zwożono zakupiony tam kamień do budowy. Kronikarz z OSP wspomina, że pierwsze fury kamieni wozili: Jan Biernot ( 19 ), Jan Zuber ( 27 ) i Andrzej Homa ( 13 ). Później ochoczo dołączali i inni. 23 lipca 1898 r. rozpoczęto kopanie fundamentów, a pierwszym który tę pracę rozpoczął, był Marcin Böhm z Krzywej. Był on długie lata grabarzem, a także robił snopki do krycia słomianych dachów. Była to postać niezwykle barwna, tryskająca zdrowym humorem, był bardzo pracowity i rzetelny, jak przystoi na ludzi z naszych stron. Sądzę, że taka mała dygresja jemu się po prostu należy. Po zabetonowaniu fundamentów, tuż przed samą zimą, zabezpieczono je przez zasypanie ziemią. Dalej zwożono kamień wapienny, wyciągano piasek i żwir z rzeki. Kobiety przesiewały piasek i gasiły wapno. Później zimą i jesienią, nawet w czasie wielkiej śnieżycy, zwożono drewno budowlane z lasu z Międzyrzecza.
Pod wieżę z powodu trudnego podłoża musiano zastosować inną technologię: do tego były potrzebne grube pale olchowe, które dał ewangelik Böhn ( 15 ). 27 takich bali okuwał grubą blachą kowal Stryczek, a następnie specjalnym grubym taranem, zwanym „babą”, wbijano je w ziemię i dopiero na tych palach stawiano wieżę kościoła. Wspomniał o tym Wiktor Donocik ( 66 ), którego ojciec był zatrudniony przy tych pracach, o tym pisze także kronikarz straży. Prace murarskie nadzorował Jan Solich ( 50 ), a nad ciesielskimi robotami czuwali Borgieł i Stroński, obaj z Mazańcowic. Andrzej Walczok, budowniczy z Bielska kierował całością budowy. W tamtych czasach żadna firma budowlana nie dysponowała urządzeniami mechanicznymi, które by ułatwiały wykonywanie ciężkich prac. Wszystkie materiały budowlane wynoszono ręcznie na wysokie rusztowania. Do wynoszenia cegieł na wierzch używano takich prostych „noszajek”. Aby umożliwić zdobywanie dalszych pieniędzy na kontynuowanie budowy, kardynał osobnym pismem zezwolił na zbiórkę pieniędzy w innych parafiach. Nie zaniedbano tej możliwości, jak też wszelkich zbiórek gotówki podczas uroczystości rodzinnych. To też było cenne wsparcie.
Ponieważ brak było jakiegokolwiek zainteresowania finansowego ze strony kolatora, choć był on do tego ustawowo zobowiązany, Komitet budowy 8 marca 1899 r. zwrócił się z pismem do starostwa do przeprowadzenie protokolarnej umowy pomiędzy patronem a urzędem gminy i Komitetem budowy w sprawie partycypowania w kosztach budowy kościoła. Przypominano, że już dawno złożono kopię kosztorysu u nadleśniczego, pana Noska, pełnomocnika księcia. Ale kasa Sułkowskiego była pusta. Przy tylu trudnościach, z jakimi musiał się zmierzyć Komitet Budowy, ludzie pracujący przy budowie kościoła nie załamywali się i pracowali wytrwale nadal. Ekipy budowlane wręcz prześcigały się w swoich działaniach, a mury pięły się do góry i zabierano się do ciosania drzewa pod więźbę dachową. Te wszystkie trudy i kłopoty, ta mozolna praca fizyczna przy budowie miały bardzo ważną i pozytywną rolę; cementowały i jednoczyły całą wspólnotę parafialną. Co się bowiem osiąga z większym trudem, jest bardziej szanowane.
Źródła:
Archiwum Archidiecezjalne, Katowice
Archiwum w Bielsku-Białej
Świadectwa mieszkańców