• Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

  • Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

    Parafia Św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach

Ks. Stanisław Nowak

Kiedy tylko wszystkie konieczne sprawy parafianie załatwili pomyślnie, kardynał Kopp zadziałał bardzo szybko. Ks. Stanisław Nowak otrzymał akt nominacyjny na naszego proboszcza. Wreszcie zakończyły się uciążliwe wędrówki do odległego Międzyrzecza.
W pierwszą niedzielę Adwentu w roku 1911 ks. Stanisław Nowak przybył do Mazańcowic i odtąd już staliśmy się samodzielną parafią. Pasterzowanie naszego pierwszego proboszcza przypadło na niezwykle trudny okres i to dwóch powodów: pierwszy wiązał się z koniecznością organizowania życia parafialnego od podstaw, a drugi z ciężką sytuacją parafian podczas I wojny światowej.
Ks. proboszcz Nowak urodził się w Chełmku koło Oświęcimia 11 listopada 1878 r. jako syn Franciszka i Anny. Został wyświęcony na kapłana przez kardynał J. Koppa we Widnawie w dniu 26 maja 1905 r., razem z 5 innymi klerykami. Swą Mszę prymicyjną odprawiał w Chełmku. Wprowadzenia nowego proboszcza dokonał znany nam ks. Józef Londzin.
Proboszcz zabrał się niezwykle gorliwie do organizowania życia parafialnego. Placówka była przecież strategiczna za względu na ożywioną działalność socjalistyczną w pobliskim Bielsku, gdzie w przemyśle pracowało wielu naszych mieszkańców.

Tłumaczenie dekretu kardynała Jerzego Koppa:
Kościół tytularny św. Agnieszki za murami S.R.E. Prezbiter Kardynał Kopp, Książę Biskup Wrocławski, bezpośrednio poddany Stolicy Apostolskiej, doktor teologii świętej. Powołany przez diecezję wrocławską dla części jej znajdującej się pod władzą Austrii ks. Wikariusza Generalnego do spraw duchowych:
Ja niżej podpisany, ze względu na podział parafii miedzyrzeckiej i powstałą tam parafię w Mazańcowicach, posiadającą nowo wzniesiony kościół, powołuję tym dokumentem z dnia 30.10.1911 r. do przedstawienia kandydata na proboszcza parafii mazańcowickiej, z polecenia księcia biskupa Jerzego kardynała Koppa z dnia 8.11.1911 r. i przyznaję wiernemu i umiłowanemu w Chrystusie Stanisławowi Nowakowi, dotychczasowemu administratorowi parafii w Ernsdorf, czynność proboszcza, zgodnie z prawem kanonicznym. Jego kandydaturę już wcześniej rozważano i zaproponowano i ja go z grona wyróżniłem i tym samym pismem wyróżniam i powierzam mu zarządzanie w sprawach duchowych, a także doczesnych
i kierowanie nimi. Stąd też nakazuję najczcigodniejszemu dziekanowi, ks. Józefowi Kurowskiemu, aby przyjął od ks. Stanisława Nowaka wyznanie wiary według nakazu Soboru Trydenckiego, oraz jego przyrzeczenie o świadomym posłuszeństwie i szacunku wobec Jego Eminencji i Wikariusza Generalnego, oraz ich następców. Następnie wprowadzić go w objęcie godności tego kościoła. On, pozostając pod opieką modlitwy wiernych, jak też Opatrzności Bożej, będzie kierował wszystkimi kwestiami prawnymi, dochodami, zyskami, dziesięciną, majątkiem, z wyjątkiem majątków prywatnych i zwrotów pieniężnych.
W obecności świadków to wszystko podpisałem własną ręką i opatrzyłem większą i mniejszą pieczęcią.
Wydał Urząd Wikariatu Generalnego w Cieszynie. P.E. Wikariusz generalny, Jerzy Kolek mp. Kanclerz Franciszek Kałuża. mp.

Pierwszym organistą był nauczyciel Franciszek Polak, który prowadził też chór kościelny. Franciszek Lorenz w kronice strażackiej opisuje ciekawy epizod z tamtego okresu. Otóż z okazji państwowej uroczystości przed I wojną światowa odprawiano w kościele nabożeństwo. Po skończonej Mszy św. należało odśpiewać austriacki hymn państwowy, zaczynający się od słów:  „Boże wspieraj, Boże ochroń nam cesarza i nasz kraj... ”Tymczasem organista zaintonował: „Boże coś Polskę…” . Proboszcz od ołtarza mu zawtórował, a że miał piękny i silny głos, także ludzie włączyli się spontanicznie i pieśń zabrzmiała donośnie. Jakoś nikt nie doniósł tego do władzy, a proboszcz zdobył zaufanie.
Choć jeszcze w tych czasach nikt nie słyszał o akcji Katolickiej, to mazańcowicka młodzież  już w roku 1910 postanowiła założyć Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Młodzi postanowili jeszcze mieć własny sztandar, więc dali go do wykonania w którymś z klasztorów. Zgodnie z poleceniem siostry z jednej strony wyhaftowały ś. Stanisława Kostkę, a drugiej pięknego białego orła. Dla nas dzisiaj nie ma w tym fakcie nic nadzwyczajnego. Ale wtedy? Przecież władza była austriacka, patronem młodzieży – św. Alojzy, a orzeł pojawiał się czarny i dwugłowy, gdyż mówiło się Austro – Węgry. Oni tymczasem wymyślili sobie białego orła… dowodzi to nie tylko brawury młodzieży, lecz również jej dobrej znajomości historii. Niestety tego sztandaru nie mogli umieścić w kościele, więc ukrywali go w różnych miejscach.
Przechodząc do wydarzeń dotyczących bezpośrednio naszej parafii trzeba jeszcze wspomnieć o bocznych ołtarzach, z których jeden posiada piękną płaskorzeźbę Świętej Rodziny i u góry figurę św. Rocha, patrona rolników, a drugi – obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy oraz obraz Matki Bożej Różańcowej ze św. Dominikiem.
Gdy w roku 1914 rozpoczęła się wojna, wielu młodych powołano pod broń. Kiedy w roku 1916 Austria rekwirowała kościelne dzwony, zabrano je także z naszego kościoła. Ludzie wówczas mówili, kiedy władza zabiera się za dzwony, to te dzwony dzwonią im na upadek. I tak też się stało...
Pod względem jurysdykcji kościelnej nasza wioska od początku istnienia aż do roku 1925 należała do bardzo rozległej diecezji wrocławskiej, założonej w 1000 r. Ta diecezja, kiedyś podlegająca bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, była bardzo rozległa. W pewnym okresie jej terytorium rozciągało się od Śląska po Berlin, aż od Bałtyku, wkraczając w granice trzech państw. Dlatego też był podzielona na generalne wikariaty by można było lepiej nią zarządzać. Po kardynale Koppie kierował nią kard. Bertram, za czasów którego papież Pius XI w 1925 r. bullą „Vixdum Poloniae unitas” utworzył nową diecezję katowicką. W jej obrębie znalazł się Śląsk Cieszyński, a więc i Mazańcowice. Pierwszym biskupem był bp August Hlond, pochodzący z Mysłowic. Kiedy wkrótce został powołany na prymasa, drugim biskupem był bp Arkadiusz Lisiecki. Zmarł on nagle podczas wizytacji w Cieszynie  i odtąd przez wiele lat naszym biskupem był bp Stanisław Adamski z Poznania. Jego następcą był bp Herbert Bednorz. Za czasów pasterzowania kolejnego ordynariusza – biskupa Damiana Zimonia Ojciec Święty utworzył w 1992 r. diecezję bielsko – żywiecką. To tyle niedawnej historii.
Zgodnie z opisem prof. Juliana Gembalskiego nasze organy – rok budowy 1911 – wykonano w firmie Rieger z Jägerdorfu koło Krnowa w Czechach. Pomimo niewielkiej liczby głosów mają dobre brzmienie. Są wyposażone w jeden pedał nożny i jeden manuał.
9 września 1923 r. poświęcone ostały nowe dzwony. Zachowana lista ofiarodawców wykazuje kwoty składanych na ten cel datków. Wysokie sumy marek polskich, będących wówczas środkiem płatniczym, są dowodem szalejącej w tym czasie inflacji.
Z inicjatywy ks. Nowaka powstał w 1932r. komitet do sprawy malowania kościoła i wykonania witraży. W jego skład weszli: ks. Nowak  , Franciszek Niemczyk, Ignacy Borkowski, Paweł Stroński, Ignacy Stroński, Józef Kominek, Andrzej Łaszczok, Franciszek Biernot, Józef Kopoczek, Rudolf Kopoczek, Józef Kotas, Franciszek Tomiczek, Józef Chwistek, Stefan Greczka, Józef Chowaniec, Józef Biernot, Franciszek Lorenz, przewodniczący Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, przewodnicząca Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej i dziatwa szkolna.
Malowanie wnętrz kościoła odbyło się pod kierunkiem prof. Adama Giebułtowskiego z Krakowa, ucznia Jana Matejki. Profesor mieszkał wówczas w Oświęcimiu. Prócz pięknych ornamentów ściennych i dużej wspaniałej gwiazdy nad prezbiterium, namalował on w prezbiterium dwie sceny na wzór malarzy włoskich: Przemienienie na Górze Tabor i Zwiastowanie w Nazarecie, a na chórze obraz św. Cecylii, patronki muzyki i króla Dawida. Na łuku wieńczącym obie ściany nawy namalował unoszące się ku Barankowi małe aniołki, które całemu wystrojowi kościoła nadawały lekkości. Firma S.G. Żeleński z Krakowa wykonała stylowe, dopasowane do polichromii witraże. Zawierają one emblematy religijne i ornamentykę roślinną.
Parafianie na tym nie poprzestali. Należało jeszcze upiększyć otoczenie świątyni. Zabrano się więc do wytynkowania kościoła. Po wykonaniu rusztowań 1934 r. przystąpiono do pracy. Podczas wykonywania tych robót spadł z rusztowania jeden z robotników, Józef Waliczek / urodzony w 1908 r. w Bronowie /. Ponieważ uszkodził sobie kręgosłup, pozostał kaleką. Mieszkał u Biernota pod numerem 120.
Ks. proboszcz Stanisław Nowak czynił duże starania o powstanie akcji Katolickiej w parafii. Trzeba przyznać, że znalazło się wielu chętnych i gotowych to wspaniałe dzieło poprowadzić  aż do wybuchu wojny. Ich nazwiska są podane na załączonych zdjęciach. Praca była dobrze zorganizowana. Zebrania odbywały się w salce u p. Niemczyka. Jeszcze dzisiaj u jednego z druhów KSM p. Gawlasa zachował się orzeł biały, który jako godło państwowe wisiał w tym lokalu, a on go uratował w dniu wybuch wojny i skrzętnie zdołał przechować. Wszystkie trzy oddziały Akcji katolickiej ufundowały sobie sztandary, a młodzież męska mogła się poszczycić swoim sztandarem z roku 1910. Sprawiono także do kościoła dwie duże figury: Serca Pana Jezusa i Matki Boskiej. Zaś III Zakon Św. Franciszka ufundował też figury św. Franciszka i św. Antoniego. Parafianie chętnie sprawiali potrzebne szaty liturgiczne. Zakupiono potrzebny pontyfikał i nową monstrancję w stylu gotyckim.
Oddziały Akcji Katolickiej miały częste zebrania, na których były wykłady lub słuchano prelekcji zapraszanych specjalistów na temat społecznej nauki kościoła w myśl wskazań encyklik papieskich Leona XIII „Rerum novarum” i Piusa XI „Quadragessimo anno”. Opiekę nad całością sprawował ks. proboszcz Nowak, a gdy już mu zdrowie nie dopisywało, jego wikary, ks. Wiktor Bentkowski. Niezależnie od tych zadań prowadzono też działalność oświatową i kulturalną, organizowano różne przedstawienia, takie jak jasełka, misteria i inne sztuki teatralne. Były tez ogniska i różne zjazdy i spotkania organizacyjne. O tym wszystkim mówią zachowane zdjęcia. Były to czasy, gdy nie było radia, ani telewizorów, czy kamer do dokładnej rejestracji. Ludzie, chociaż wszystkie prawie prace wykonywali ręcznie, to jednak mieli jakoś więcej czasu dla siebie. Chętnie się spotykali i mieli więcej czasu na prowadzenie przyjaznych rozmów. Wiele z tamtych zwyczajów uległo już zapomnieniu i dlatego może będzie dobrze choć niektóre uwiecznić na piśmie.
W owym czasie nabożeństwa w kościele odbywały się według rytu trydenckiego. Kapłan odprawiał Mszę św. stojąc tyłem do ludu i zanosił Bogu ofiarę w języku łacińskim. Kazanie było przed Mszą św., trwało znacznie dłużej niż homilia dzisiaj i było głoszone z ambony, gdyż nie było w kościele urządzeń nagłaśniających. Do kościoła przynosiło się książki, w których były modlitwy i pieśni. Na nabożeństwa popołudniowe przychodziło się gromadnie.  W Dni Krzyżowe odbywały się pokutne procesje do krzyży przy dworze, przy Krzywej i do krzyża ze sceną upadku Pana Jezusa.
Bywały też uroczyste procesje odpustowe do Międzyrzecza na Matkę Boską Szkaplerzną i do Ligoty na święto Opatrzności. Ten zwyczaj już zupełnie zaginął. A jak to wyglądało? Pochód formował się przed kościołem, przodem wyruszał krzyż, za nim dzieci, dalej pielgrzymi, sztandary i chorągwie. Obowiązkowo udział brała dęta orkiestra i musiał być przepowiadacz, obdarzony donośnym i pięknym głosem. On głośno recytował słowa pieśni, a uczestnicy śpiewali wraz z orkiestrą. Ksiądz z ministrantami cały orszak kawałek odprowadzali i wracali do kościoła, a cała procesja ruszała dalej w drogę. Idąc np. przez Kępę do Międzyrzecza, gdy trafił się mocniejszy wiatr, to młodzieńcy niosący chorągwie, zdawali egzamin ze swej sprawności i siły. Kiedy zbliżano się już do celu procesji, z odpustowego kościoła wyruszała druga procesja, celem przywitania gości. Kiedy obie stanęły już naprzeciw siebie, odbywało się powitanie: pochylały się ku sobie oba krzyże, sztandary ze sztandarami
i chorągwie gości i gospodarzy odpustu. Teraz razem udawano się do kościoła, odkładano chorągwie i goście po wejściu do kościoła obchodzili jeszcze główny ołtarz dla uczczenia patrona parafii. Po uroczystej Sumie, według oznaczonego czasu, wyruszano z powrotem, również z odprowadzeniem przez orszak gospodarzy. Do Międzyrzecza przychodziło 5-6 procesji, więc ten dyżurny orszak witający, a po Mszy św. żegnający, musiał dobrze gospodarować czasem, by wszystkie obsłużyć.
Nasz proboszcz ks. Nowak 29 czerwca 1936 r. przezywał wielką radość, gdy jego dwaj wychowankowie: ks. Jan Kudziełko i ks. Stanisław Kuś odprawiali swoje prymicje. Wraz z proboszczem cieszyła się cała parafia. Był wtedy bardzo piękny i upalny dzień. Z kościoła parafialnego wyruszyła uroczysta procesja do Krzywej, do gospodarstwa pp. Kusiów po prymicjanta ks. Stanisława. Z nim procesja ruszyła dalej na Świerkowice, po drugiego prymicjanta ks. Jana Kudziełkę. Odtąd obaj młodzi księża szli wewnątrz takiego umajonego i przystrojonego mirtą prostokąta, niesionego przez dziewczynki pierwszokomunijne. Inne dziewczynki, także w bieli, niosły zapalone świece. Przy dźwiękach orkiestry i śpiewie ludu procesja przybyła do świątyni. Był to radosny dzień dla całej parafii.
11 czerwca 1938 r. wielu wiernych z naszej parafii udało się do Czechowic, by oddać w tym dniu cześć św. Andrzejowi Boboli, którego relikwie z Rzymu mogły wreszcie powrócić do ojczyzny i w swej drodze zatrzymały się w Dziedzicach. Z dworca w uroczystej procesji trumnę Męczennika przeniesiono do kościoła na Lesisku. Tam bp Stanisław Adamski w asyście bardzo licznie zgromadzonych kapłanów odprawił Mszę św. i wygłosił piękne kazanie.
Gdy ks. proboszcz Stanisław  Nowak zaczął podupadać na zdrowiu, otrzymał pomoc w osobie wikarego ks. Wiktora Bentkowskiego. Wśród wielu zgromadzeń akcji Katolickiej (jej zebrania odbywały się nadal w salce u p. Niemczyka) utkwiło mi najmocniej jedno – zlot młodzieży męskiej w sierpniu 1938 r. Cały plac przed szczytem w Częstochowie był wypełniony męskimi głowami. Pod takt pałeczki dyrygenta w białym habicie, paulina, młodzież zgodnie śpiewała: „Idźmy, tulmy się jak dziatki…” i :Pod Twój płaszcz się uciekamy…” Całość modlitw przerywały nadawane komunikaty, o treści: x y ma się zgłosić na komendę wojskową! Był to bowiem czas, kiedy nasze wojska miały zajmować Zaolzie i przeprowadzano częściową mobilizację.
Jeszcze jedno świadectwo ministranta: ks. Stanisław Nowak był kapłanem autentycznej i żarliwej modlitwy. Często widywałem go, siedzącego na ławce w kościele, całego zatopionego w modlitwie, czasem przechadzając się czytał literaturę religijną. W szkole sam uczył religii. Każda klasa miała dwa razy w tygodniu lekcję. Mimo swej dobroci też miał niechętnych.
Bardzo schorowany nasz pierwszy proboszcz ks. Stanisław Nowok w roku 1938 przeszedł na dobrze zasłużoną emeryturę. Pracował u nas długo: 27 lat. /odszedł do Strumienia, gdzie do końca swego życia , pełniąc posługę kapłańską przy kościele św. Barbary, był jednocześnie kapelanem tamtejszych sióstr zakonnych. Zmarł 9 lipca 1951 r. i spoczywa na cmentarzu w Strumieniu.
Źródła:
Ks. J.Kuś: Szkice z dziejów;
Ks. J.Myszor: Diecezja Katowice:
Ks. J. Krętosz: Bronów;
Świadectwa mieszkańców;
Kronika OSP;
„Gwiazdka Cieszyńska” R. 1905-1911